Jesienna zaduma

Z rodziną najlepiej na zdjęciu… Jakie to prawdziwe i przykre, prawda? A wcale, że nie! Bynajmniej nie w moim przypadku. :)

Dzisiejszy wpis jest raczej wpisem, gdzie zdjęcia mają stanowić dodatek do treści, więc jeśli macie choć chwilę cierpliwości, zapraszam do mojego świata.

Ostatnie dwa wydarzenia, zupełnie odmienne, jak czerń i biel, wprawiły mnie w króciutką zadumę nad ludźmi, którzy mnie otaczają. Tyczy to się jesiennego spaceru z kuzynostwem i przykrej relacji bliskiej mi osoby z jej rodziną. Co więcej, po owych przemyśleniach mogłam z przyjemnością i ulgą odetchnąć. Fajnie jest sobie uświadomić, jakie ma się szczęście. Moim jest duża i trzymającą się razem RODZINA.

I oczywistą oczywistością jest, że cieszę się bliskością z Tatą i Mamą, którzy są filarami mojego JA. Ale kolejnymi osobami do szczęścia, którzy mnie ukształtowali i ciągle wspierają jest moje rodzeństwo! A, że mam ich aż trójkę… Roksanę, Kamila i Michała :) A gdyby tak dodać jeszcze ich drugie połówki? Patrycję, Basię i Adama? Wiem, że obojętnie o której godzinie zadzwoniłabym z pilną potrzebą, mogę na nich liczyć. Bezapelacyjnie wierzę w całą szóstkę. I te osoby zrobiły mi kolejny świetny prezent, prócz tego, że są – porodziły mi dzieciaki, które kocham jak własne rodzeństwo, gdyż z nimi dorastałam! Kabum! Kolejna czwórka do kompletu, czyli Wiki, Madzia, Pina i Kacper! :) Od dłuższego czasu do mojej wesołej rodzinki mogę śmiało dodać Jolę, mamę męża i jego siostrę Paulinę. No i Giorgia – Brata. :)

Ale to niemal dla każdego wiadome, że z rodzeństwem kontakt powinno się utrzymywać i dbać o dobre relacje. Więc po co ten wpis? Bo na rodzeństwie moja rodzina się nie kończy. Ilu z Was może pochwalić się, że Kuzyn jest jego najlepszym przyjacielem? Że urodziny kuzynów, kuzynek, ich małżonków, cioć i wujków, a nawet dzieciaczków kuzynostwa to nie jest jakaś impreza w stylu „u ciotki na imieninach”, a świetne spotkania na które chodzimy wzajemnie z przyjemnością? A poza urodzinami, zwykłe odwiedziny czy wspólne wakacje, wycieczki… Ach, Rycerka! Chyba wystarczająco sama za siebie mówi coroczna majówka na 40 osób, gdzie 90% to rodzina, a reszta przyjaciele (i to jeszcze nie komplet!!!) :) Ludzie, to jest świetne!

Obracam się wśród nich, gdzie każdy jest gotów pomóc fizycznie czy zwykłą rozmową i radą. Wiadomo, że wszystko nie jest tak cukierkowe i różowe, i że każdy człowiek ma coś za uszami (ja pewnie najwięcej! :)). Jednak oni wszyscy umilają mi życie i mam nadzieję, że z wzajemnością. Dlatego współczuję ludziom, którzy choć chcą, nie posiadają licznej rodziny, bądź los im ją odebrał. A jeśli nawet posiadają rodzeństwo, to mają z nim zły kontakt. Jednak rozumiem też osoby, które przyzwyczajone do swojej małej rodzinki czują się z nią dobrze i jej niewielkie grono im w zupełności wystarczy. Nie twierdzę, że źle odbierają swoją sytuację i nie wiedzą co tracą. :) Chcę jedynie podkreślić jak bardzo cieszę się, że ja i mój mąż mamy liczną i ciepłą rodzinę, którą kochamy z całego serca, a nasze przyszłe dzieci powiększą ją jeszcze bardziej i będą się w niej wychowywać. I chyba tyle.. :)

A poniższe zdjęcia są właśnie z ostatniego jesiennego spaceru. :) Byłam z mężem, z Elenką, Kubusiem i Patryczkiem, oraz Agą, Arczim, Marcinem i Ciocią Jadzią z Wujkiem Heńkiem. Ot tak, bo była ładna pogoda. :) Fajnie, nie?

One thought on “Jesienna zaduma

  1. Roksana

    To fakt! Mamy rodzinę jedyną w swoim rodzaju. I trzeba tu uhonorować nasze Babcie, za to,że wychowały naszych rodziców w duchu poszanowania rodziny. Dlatego oni mogli nauczyć tego nas. Miejmy nadzieję, że nasze dzieci przesiąkną tą atmosferą i ta nasza mafia nie rozpadnie się.
    Pozdrawiam wszystkich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.